Czytamy książkę („Matylda”). Jest tam postać (nota bene nauczycielki), która jest bardzo biedna. Żywi się głównie herbatą i chlebem z margaryną.
Jako że Iga dosyć słabo jada, wybrzydza natomiast zawodowo, dydaktyzm bierze górę:
- Widzisz… Nie ma pani Miodek, co jeść. A ty – „tego nie lubię”, tamtego nie chcę”. A ona? Nie wybrzydza. A ma tylko chleb z masłem…
- Niech sobie posypie wegetą.