Tak właściwie, to aż trochę głupio, że nawet dziecko w tym uczestniczy, ale trudno. Otóż:
Robek w lipcu czy w sierpniu miksował sobie słynne okrzyki „gdzie jest krzyż?!”. Podkładał obraz, muzyczkę, takie tam. I trochę czasu przy tym dłubał. Więc w całym domu było słuchać wiadome sformułowanie. Iga w pewnym momencie stwierdziła, że nie znosi i nie może już tego słuchać. Ale też zapytała, czemu oni tak się drą i o co w ogóle chodzi. Wytłumaczono sprawa przycichła.
Do wczoraj.
Jedziemy do babci. Mijamy kościół, spojrzenie w okno, potem na mnie i na cały autobus:
– Bez sensu się darli. Przecież jest krzyż!