igielit

W roli głównej – Iga (rocznik 2006)

Wpisy z okresu: 8.2010

Wśród nocnej ciszy. Czyli gdzieś koło2-3. Jęk. A po nim:
 - Tato… Mamo…
 - Yhhmm?
 - Wstajemy już?
 - Nie. Noc jest głęboka.
 - Ale mi się nudzi.

 Nad kolorowanką:
 - Co tu jest napisane?
 - Ozdób drzewo w taki sposób, aby przedstawiało Twoją ulubioną porę roku.
 - Aha!
 - No to start.
 - Ale już gotowe.
 - Jak to?
 - Bo ja najbardziej lubię zimę.

 Dwa tygodnie temu kotu naszemu powszedniemu amputowano nogę. Zdarza się.

 - Muszę jutro iść do weterynarza ze Stefanem. Pójdziesz ze mną?
 - Nie. A po co?
 - Żeby mu szwy zdjęli.
 - Aha. Myślałam, że mu teraz obetną głowę… – chwila ciszy – I pozostałe nogi… Hy hy…

 ZOO.
 - Chodż jeszcze w tamtą stronę. Zobaczymy ptaki drapieżne.
 - A one drapią?

Po siódme

1 komentarz

 - Oddaj mi te kredki! Ty… ty… ty kradzieżu!

Przerażacz

Brak komentarzy

 Jest poranek wakacyjny. Się wałkonienie zaraz po przebudzeniu. Antek lata bez jakiegokolwiek okrycia wierzchniego. Czyli „na goło”. Iga poleguje na materacu.
 I nagle ten spokój poranny rozrywa przeszywający krzyk tejże:
 - Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! – i w płacz niemal.
 - Co się tam dzieje?!
 - Bo Antek mi pokazał dupę!!!
 

 Próbuje się uczyć czytać. I pisać. Bez ciśnienia. Elementarz Falskiego. Walczy z literką „k”. Bo „kot”. Krzywo jej to wychodzi, więc się wkurza:
 - No nie udaje mi się to „k”. Takie jest cały czas „skrzywdzone”!

 - Babciu! Już możesz szukać!
 - Dobra, szukam!
 - Tylko nie zaglądaj za drzwi koło szafy!!!

Spiskowo

1 komentarz

Wracamy od Przyja-Ciela. Plecak, torba, pies. Iga kupca na przystanku, ogląda mrówki.
WTEM.
Nadjeżdża autobus, rozlega się ryk. Z czerwonym, wyprężonym palcem wskazującym, zasmarkana, przytula się, kiedy próbuję opanować rozpięty plecak. MRÓWKI GRYZĄ, GDYBY KTOŚ NIE WIEDZIAŁ. Boleśnie.
Zastyga z nosem w gorsie.

   – Mamo? Opuszczamy już to przeklęte miejsce?

   Niezwłocznie. Zaraz po skasowaniu biletów.

  Wybrałyśmy się na wakacje na działkę do Przyja-Ciela. Znaczy, do domiszcza, który mieści się na terenie ogródków działkowych- gmina Dąbrowa G., dzielnica Antoniów. Wakacje to chyba za duże słowo (ale kilmat nieziemski), bo dwie noce i trzy dni, to nie wiem….Ale pojechałyśmy. Babskie spotkania. Iga w swoim żywiole. Bo i huśtawka, i basenik ogróklowy, organy na piętrze. Czad. Spacery do baru „letniego”  plus oczekiwanie na autobus pod ( a jakże! )kapliczką.
Druga mieści się w lesie.
Iga generalnie ma pojęcie. Wie, jak wygląda PANJEZUS,  w domu wiszą nawet dwa PANYJEZUSY, ale bez martyrologii. Same przystojniaki. Ale kapliczka leśna przerosła jej możliwość percepcji. Więc w drodze „na loda i piwko” grzecznie zapytuje:

   – Pójdziemy koło tego karmnika????

Naturalnie. Innej drogi nie ma.


  • RSS