igielit

W roli głównej – Iga (rocznik 2006)

Wpisy z okresu: 7.2010

 Rozsypały się jej żelki. Sprząta. Zbiera po jednym. I mruczy:
 - Jak Kopciuszek…

Wracamy od babci Eli. Pada deszcz. Igielit marudzi:

   – Mamooooo, pada mi na sukienkę…Mamoooo, mam plamy na sukienceeeee…
   – Igiełka, no przecież to tylko woda jest. Wrócimy do domu, wyschnie i śladu nie będzie.

Minutę później.

Bierze rozbieg.Wskakuje w kałużę (brak gumiaków na porządku dziennym). Woda w butach i rajtki mokre do kostek. Matka schlapana do kolan.

- IGA!!!
- No co? Przecież to tylko woda jest……

Trwają imieniny babci. W roli mistrzów chaosu – Antek i Iga. W pewnym momencie włazi pod stół, ściąga tam wielki kosz zabawek (po ciotce Agacie). Wyciąga kasę. Łowi ofiarę. Trafia na ciotkę, która, niestety, w imprezie bierze udział średni. Owinięta kocem, cierpi. Bo jak wiadomo, jak nie urok…
Iga wyciąga kasę. Magiczne:
   -Co chce pani do kupienia?

Ciotka, ze zbolałym wyrazem twarzy i posiłkując się przeterminowanym katalogiem „Błękitni”(niewiarygodna rzecz!), kupuje: ziemniaki, stół, pistolet,komplet bielizny, garnki…Stosik na kanapie rośnie. Ciotka odpada. Pod stołem zalega cisza.

   -A może chce pani kupić wypłatę??? -wychyla głowę z zachęcającym uśmiechem.

Ciotka momentalnie nabiera rumieńców….

 - Mamo, a jak byłam na wakacjach, to cały czas piłam coca-colę.
 - Yhy. Ale wiesz, że to się zmieni? Nie możesz pić codziennie i cały czas coli.
 - A czemu?
 - Bo by ci się kości rozpuściły.
 - I w ogóle – Robek się wtrąca, choć właściwiej byłoby stwierdzić, że się nieświadomie pogrąża – to jest raczej niezbyt zdrowe. No i nudne. Nie można pic coli cały czas i codzienne.
 Tu następuje szybki nokaut:
 - Ta? A piwo?

 Antoni wziął zegarek do ust i memla.
  – Mamo! On mi ślini godziny!

 Ola pozbyła się okularów. Soczewki ma i szpanuje, że może chodzić w słonecznych okularach teraz.
  – Igieła, popatrz no na mnie. Zmieniło się coś w mojej twarzy?
  – Nie wiem.
  – Ale przyjrzyj się. Czego nie mam? – tu następuje baczne się przyjrzenie.
  – Wiem. Nie masz rzęsów.
 
 Chwilę później Ola zadaje pytanie Antkowi:
   – Antosiu, gdzie mam nos?
 Iga przez ramię:
   – Tam, gdzie zwykle.

 Powróciła z drugiego wyjazdu (z babcią Anią i dziadkiem Andrzejem).
  – Tęskniłam za wami.
  – My za toba też.
  – Tak?
  – Tak.
  – A kto najbardziej?

 - Ja już umiem sama zakładać piżamę i się wycierać ręcznikiem. Wszystko już umiem zrobić sama.
 - Eeee. Wszystko to chyba nie.
 - No tak. Nie umiem przecież prać.

 - Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaała! Palec! Palec mnie boli! Aaaaaaaaaaaaaa! – przerwa na szelmowski uśmiech – może odetniemy?

 Koronę zakłada. Typu straszne różowo-srebrne, plastikowe dziadostwo na gumce. I ta gumka oczywiście pęka w trakcie.
 - Szszszszsz, kurcze feliks! Cóż za obrzydliwa koronacja!


  • RSS