igielit

W roli głównej – Iga (rocznik 2006)

Wpisy z okresu: 5.2010

Z okazji Dnia Matki otrzymałam laurkę i propozycję nie do odrzucenia. Otóż Iga postanowiła namalować mi tatuaż na brzuchu. Posłusznie rozciągnęłam się na kanapie, podciągnęłam bluzkę. Artystka w skupieniu pochyliła się nad rozstępami.

Wtem.

Robek przysłonił okno roletą.

   – TATO! NO!
   – No co?

   – Potrąciłeś mi życie!

 - Igieła, weź ty posprzątaj te zabwaki, co?
 - Ale ja nie chcę sprzątać.
 - Bo?
 - Bo będę potem zmęczona…

Odpytywanie codzienne:

   - Na śniadanie był chleb z miodem i z masłem. JA zjadłam z miodem
   - A zupa była cebulowa. z makaronem. A na drugie był ryż. Z POLEWĄ.
   -  A jaką?
   - MIĘSOWĄ.mniam, mniam

Gwoli uściślenia. Iga Nigdy. Przenigdy nie zjadła wyżej wymienionych potraw: w domu, u jednej babci, u drugiej babci, prababci, u ukochanego Cypka.

NIE LUBI.

DZIĘKUJĘ, DOBRANOC.

 Idziemy. Śpiewa piosenkę o wiośnie. Refren:
 - Zielona trawa, zielony rech, zielona żaba, rechu rechu rech.
 - Igieła? A tam nie powinno być „zielony mech”?
 - Nie, „RECH”!
 - No na końcu to ja wiem, ale zaraz po „zielonej trawie”. „Zielona trawa, zielony mech”.
 - Nie „mech” tylko „rech”.
 - Ale nie ma takiego czegoś. Jest mech. To są takie roślinki, które rosną najczęściej w lesie… – i nuże tłumaczyć o poszyciu.
Ale że zainteresowanie raczej umiarkowane, więc do sedna:
 - A „rech”? Co to jest takiego?
 - NO… TO KUMCZENIE!

 Przyszła Asia z Maćkiem. Asia ma na zębach aparat ortodontyczny. Robek bawi się z Igą w pokoju obok w księżniczkę, którą na zamku odnalazł książę.
 - Witaj piękna księżniczko! Co ty robisz w tym zamku?
 - Uwięziła mnie zła macocha. – rolę macochy, wiedźmy czy wszelkiego rodzaju czarnych charkterów zawsze odgrywa Ola.
 - Zła macocha? A gdzie ona teraz jest?
 - W drugim pokoju… Ze Złotozębą…

 Wracamy z przedszkola. Przystanek, oczekiwanie, rozmawianie.
 Pojawia się teoria, że „jak ktoś je kozy, to mu rosną wąsy”.

 Nadjeżdża autobus, wsiadamy. Patrzę na kierowcę. Patrzę na Igę. Przełykam slinę, a dreszcz mnie przebiega po plecach.
 Ciagnę dziecko na koniec pojazdu.

 Jest godzina taka przedśniadaniowa. Głowa oparta na rękach, ręce łokciami o stół:
 - Ale jestem zestresowana.
 - Słucham? Jaka?
 - Zestresowana.
 - A czym?
 - Tobą.
 - A czym ja cię tak stresuję?
 - No bo cię kocham…
 

 


  • RSS