Ma Iga taką faze ostatnio, że ogłasza wszem i wobec jak to potwornie nie lubi pasztetu. I regularnie wieczorem mówi, że jutro w przedszkolu pewnie będzie chleb z pasztetm, a ona go nie chce jeśc. Albo każe sobie czytać zawsze rano jadłospis, żeby się upenić, że rzeczonej potrawy nie będzie.
Dzisiaj:
 - Mamo, możesz zadzwonić do pani dyrektor?
 - A po co?
 - Bo jak jutro na śniadanie będzie chleb z pasztetem, to…
 - To po prostu nie będziesz jeść.
 - Ale zadzwoń.
 - Tak? I co mam jej powiedzieć?
 - Że jestem uczulona!