igielit

W roli głównej – Iga (rocznik 2006)

Wpisy z okresu: 4.2010

   Taka jakaś niewyraźna z przedszkola wróciła. Świeczki w oczach. Pytam troskliwie:
   – Co, Igielit? Smutno ci?
   – E, nie….
   – A stało się coś w przedszkolu?
   – Nieeeee
   – Ale płakałaś, tak?
   – No tak. Raz.
   – Ale czemu?  Co się stało?
   – …Wzruszyłam się….
   – Tak? A czym?
   – Tym, że będzie obiad.

To ja przepraszam

 W przedszkolu były dwie panie i przedstawiały królika.
 - Pani opowiadała, że temu królikowi tak szybko serduszko bije. I je mleczyki. I marchewkę. I ma takie drewniane marchewki i sobie nimi myje zęby. I… – tak dalej.
 - A wy pytaliście o coś tej pani?
 - Nie… Bo musieliśmy być cicho.
 - No a jak już panie skończyły opowiadać?
 - To byliśmy głośno.

Rysujemy. Siedzi w domu, kaszle i trochę się nudzi. I wymyśla: „Narysuj jeszcze kwadrat”; „Narysuj jeszcze domek”; „Narysuj dziewczynkę”.
   W końcu:
   – Narysuj jeszcze skórki.
   – Jakie skórki?
   – No, skórki narysuj….
   – Ale ja nie wiem, jakie skórki – poddaję się w rozpaczy.
   – No. Skórki na pazurki. Narysuj.

Nie umiem. Chyba.

 Ma Iga taką faze ostatnio, że ogłasza wszem i wobec jak to potwornie nie lubi pasztetu. I regularnie wieczorem mówi, że jutro w przedszkolu pewnie będzie chleb z pasztetm, a ona go nie chce jeśc. Albo każe sobie czytać zawsze rano jadłospis, żeby się upenić, że rzeczonej potrawy nie będzie.
Dzisiaj:
 - Mamo, możesz zadzwonić do pani dyrektor?
 - A po co?
 - Bo jak jutro na śniadanie będzie chleb z pasztetem, to…
 - To po prostu nie będziesz jeść.
 - Ale zadzwoń.
 - Tak? I co mam jej powiedzieć?
 - Że jestem uczulona!


  • RSS