igielit

W roli głównej – Iga (rocznik 2006)

Wpisy z okresu: 3.2010

   – Chciałamby, żebyś już się nie złościła – mruczy Iga znad rozwalonych po całym dywanie wycinanek, nożeczek, kleju.
   – A ja bym chciała, żebyś to w końcu posprzątała. Trzeci raz cię proszę.
   – Ale, Ola. Najważniejsze jest serce przecież.

 - Chcesz coś do picia?
 - Nie, dziękuję. … Już dosyć dla mnie zrobiłeś.

Wieczorna bajka. Ma być krótka, zatem, zgodnie z życzeniem – o dziewczynce z zapałkami. No i że biedna, zmarznięta, głodna. Że tata niedobry, z domu ją wygonił w Wigilię (wiem, wiem, w oryginale w Sylwestra, ale tak jakoś dramatyczniej). Że nóżki chude, biedne, sine z mrozu, w za dużych chodakach.
Iga ze łzami w oczach:
   – A nie mogła pójść do bankomatu……???

 - Chcesz, żeby kto cię dzisiaj usypiał?
 - Mama.
 - …
 - Bo mama ma fajniejszy głos.
 - …
 - I ja się przytulę do tego głosu.

Kower

Brak komentarzy

 - Zuzia, lalka nieduża. A na dodatek cała ze smakiem.

 - Kupiłem ci eklerka… („Tatuś ci eklerka kupił”). Chcesz?
 - Chcę. … Tylko ja nie lubię tego kremu…
 - No coś ty? Myślałem, że lubisz właśnie. Wczoraj przecież ptysia chciałaś.
 - Bo wczoraj lubiłam.

 - Tato, patrz! – dumnie wysuwa stopę zakończoną plastrem – Przytrzasnęłam sobie. O krzesło. I mama mi przykleiła plasterek.
 - O rany! Ale wiesz co? Mnie się wczoraj podobnie przydarzyło. Patrz! – następuje ekspozycja przytrzaśniętego paznokcia.
 - Strasznie jesteśmy biedni, co nie?

 Trzeba było do przedszkola przynieść puszkę. Pustą. Robert długo optował przy puszce po piwie, ale wreszcie stanęło na „po napoju herbacianopodobnym”. Bo „jakby to wyglądało?”.

 - Ciekawe po co wam te puszki…
 - Pani powiedziała, że będziemy robić instrumenty.
 - Yhm.
 - Ja zrobię flet.
 - Hmmm. Wątpię, szczerze powiedziawszy.

Na drugi dzień. Poranek:
 - Nie chcę iść do przedszkola!
 - Czemu? A instrument?
 - Nie będę robiła instrumentu, który nie wiem, jak ma na imię!

 - Dzisiaj na śniadanie był w przedszkolu chleb z dżemem albo z masłem. Do wyboru.
 - I co wybrałaś?
 - Z dżemem.
 - Jakim?
 - Roślinowym.

Śpiewa. Tańczy. Wreszcie czyta bajkę. Dla mnie i dla Antka. I coraz ciszej i ciszej.
   – Igieła, nie słyszymy cię.
Ta swoje. Już tylko porusza ustami. żadnego dźwięku nie wydaje. I gapi się, co zrobimy.
   – Igiełko, głośniej może?
   – Nie mogę.
   – Dlaczego?
   - Głos mi się zmęczył. I gardło. Nic już wam nie opowiem.
   – Aleś jest…..
   – A CZY TO MOJA WINA?


  • RSS