igielit

W roli głównej – Iga (rocznik 2006)

Wpisy z okresu: 2.2010

 Mamy taki sklep nieopodal, w którym, użyjmy eufemizmu, brzydko pachnie. Taki zwykły, osiedlowy. Najprostsze towary (z naciskiem na płynne). W związku ze wspomnianą przypadłością nazywamy go tak, a nie inaczej.

 Ola:
 - Idę z psem i do „Śmierdzącego”. Kupić coś?
 Iga:
 - Do jakiego śmierdzącego? Do McDonalda?

* ojciec jest dumny. bo Iga uprzedzona

 - Tato, coś mi tu nie pasuje…
 - Co ci nie pasuje?
 - Bo mam taką ładną sukienkę, a takie brzydkie zęby.

  Wszystko wskazuje na to, że wchodzimy w fazę żartów i kawałów (mniej lub bardziej żenujących).

  – Cypek, Tymek i Gosia dzisiaj przychodzą na obiad.
  – I co? Będziemy ich jeść?

 - Mogę sie przebrać w ten płaszczyk zielony i po domu w nim pochodzić?
 - Nie widzę problemu.
 - A gdzie on jest?
 - Tam na wieszaku w przedpokoju.
 Idzie. Po chwili:
 - Ale ja go tu nie widzę!
 - Jest tam. Jest na pewno.
 - Ale go nie widzę!
 - Igieła, weź się dobrze przyjrzyj!
 - Nie mogę się przyjrzeć!
 - Dlaczego?
 - Bo go nie widzę.

 Się mi cytat z „Dnia świra” ciśnie na usta. Od razu.

 Zabawa. Że Iga jest dobrą księżniczką, która umie czarować, a Ola (tradycyjnie) złą wiedźmą. Dobra księżniczka rzuca czar:
 - Siuch śmuch! Zaczarowałam cię tak, że nie możesz się ruszać, bo jesteś z kamienia. Wesołych świąt!

 Jakieś dwa lata temu, a może temu rok dostała Iga prezent w postaci pluszowego jednorożca.  Różowy, z foletowymi kopytami i grzywą, świecącym rogiem. Słowem – koszmar koszmarów. Komuś się wtedy wyrwało:
 - A cóż to za kuriozum?!
 Na jakiś czas rzeczony zaginął albo po prostu nie był używany.
 Niestety się był znalazł.
 - Iga, jak ma na imię ten jednorożec?
 - No jak to jak? Kuriozum!

 Na poduszce (i na kubeczku, i na piórniku, i na piżamie, i na wszystkim) znajduje się zestaw bezwzględnie różowych oraz klasycznie disnejowskich księżniczek. Normalnie – Arielka, Aurora, Śnieżka, Dżasmina, Kopciuszek i Bella.
 - Tato? A którą lubisz najbardziej?
 - O rany… Chyba Bellę i Dżasminę…
 - A której cycki ci się najbardziej podobają?

 - Mamo! Mamo! Mamo! Możesz tu przyjśc na chwilę?
 - Raczej nie może. W kuchni jest. Coś tam z obiadem robi.
 - Yhm… Pewnie przypala… Żeby był kwaśny…

Trwa zabawa. Rozporządzenie głównodowodzącej:
 - Ty będziesz mężem (Zatuś), ja żoną, tata będzie synkiem, mama córeczką. I Antek też będzie synkiem
 - Dużo tych dzieci, Igiełko – zauważam bezwiednie – a rozstępy na brzuchu masz?
Chwila zastanowienia i zerknięcie na zapadły bęcol.
 - Nie. Ale mogę udawać, że mam.
Cisza.
 - Mężu! Natychmiast tu przyjdź i ugotuj mi obiad! Szybko!

 Troszkę niesmacznie będzie.

Gdyż Robek ma takiego pecha. Że jak został dziś sam z dziećmi, to synu mu zrobił kupę na spodnie.
Zoczywszy to, Igieła z krzykiem dodać piskiem wybiegła z pokoju.
 - Ale co ty robisz?
 - Uciekam!!!!!!!
 - Czemu?
 - Żeby mnie też nie obesrał!


  • RSS