igielit

W roli głównej – Iga (rocznik 2006)

Wpisy z okresu: 1.2010

Każdy rodzic ma jakieś ograniczone zasoby cierpliwości i siły wewnętrznej. Moje zostały wyczerpane po 96 godzinach przebywania z moimi dziećmi praktycznie non stop.  Wieczór, ciągnę resztką sił. Psyche mi klapło, zamiast mózgu mam raczej galaretkę. Antoni raczył był ząbkować (chyba), skończył wyć (po 2 godzinach) i padł. Iga, zasysając smarki, udaje, że usypia. Marzę tylko o tym, żeby opuścić sypialnię i strzelić sobie w łeb.
 - Zamknij oczy.
Ostentacyjnie odwraca się plecami i gada do ściany.
 - Igieła, zlituj się. Mam dość.
 Nuci coś pod nosem.
 - Słuchaj. Jeżeli-w-ciągu-trzech-minut-nie-przestaniesz-wierzgać-to-stanie-się-jakieś-nieszczęście. Liczę  DO-TRZECH…RAZ….DWA…..
Odwraca się i patrzy na mnie uważnie:
 - No weź. Zaraz się przestraszę, czekaj chwilę.
Wypuszczam ze świstem powietrze. Iga otwiera paszczę:
 - A pamiętasz, jak kiedyś, jak Antka nie było, mieliśmy w pokoju taką wieeeelką lampę wiszącą? Taką kolorową. I tak wisiała pod sufitem…
Brak mi argumentów. Ale mówię:
 - Pamiętam. No i co?
 - Nic. Tak cię chciałam tylko pocieszyć.

DOBRANOC

 Kolacja. Udzielna księżna zgadza sie łaskawie zjeść serek. Dziamie i dziamie, zawiesza się, trzyma w japie, gapi się w przestrzeń. Wreszcie odsuwa od siebie pojemniczek, do połowy NADAL zapełniony nabiałem.

 - Dziękuję, już nie chcę. Nie mogę.
 - Igieła, a ty wiesz naprawdę o tym, że są na świecie dzieci, które nie mają co jeść? – uderzam w czułe tony, bo ręce opadają. Skóra i kości.
  Spojrzenie spod grzywki.
 - Naprawdę, no. I to nie serków, ale chleba nawet nie mają do jedzenia. I wody.
 - Wody się nie je, mamo, nie wiesz?

wiem. WIEM. WIEM!

Podstęp

Brak komentarzy

 Zabawa. Że Robek jest psem, a Iga jego panią. Nalewa wody do miseczki, a ojciec z tej miseczki pije. I pije, pije, pije.
 Po chwili Pani odzywa się z góry (a mówi matką swoją):
 - Eeee, ty jednak pijok jesteś, wiesz?
 

Jedzą banany. Iga zjadła pół i, oczywiście „dziękuje, już się najadła”. Antoni przeciwnie. Zeżarł całego i domaga się histerycznie jeszcze. Iga, nachylając się nad nim, z pogardą:
- Opanuj się. Kto będzie tę kupę sprzątał……

 Trwa zabawa z Zatusiem. Ukochanym, jedynym oraz najwspanialszym.
 Któryś tam wariant zabawy – podnoszenie. Przy kolejnej próbie Zatuś, zmęczony lekko:
 - Oj, ty coraz cięższa jesteś…
 - Plecy mam takie ciężkie.
 

 - Tato, pasują mi te kapcie do spódnicy?
 - Pewnie. Wszystko ci pasuje.
 - Nie wszystko.
 - To znaczy?
 - Ty mi nie pasujesz… – dramatyczna pauza – …do kompletu.

Wróciła z przedszkola i zdaje relację. Częściową, oczywiście.
 - Powiedziałam dzisiaj rano Bartkowi, że się z nim ożenię.
 - Chyba wyjdziesz za niego za mąż.
 - Ale powiedziałam, że się z nim ożenię!!!
 - Aha. I co on na to?
 - Rozpłakał się. Chyba ze szczęścia.

Ludzie bez dusz

1 komentarz

 Wychodzimy z kąpieli. Zza drzwi łazienki (czyli z pokoju po prostu) dobiega krzyk niejakiego brata. Znaczy – obudził się. I jest głodny. Gdyż zazwyczaj w zestawie.
 Mówię:
 - Oho! Chyba go mama tłucze.
 Następuje kilka sekund napięcia, po czem z takim totalnym przekąsem:
 - No. Na pewno… – szelmowskie spojrzenie – Pałą pewnie.

Siedzimy w poczekalni. Urocze i pełne wdzięku miejsce. Człowiek od wejścia ma ochotę zacząć wyć. Obsuwa godzinna. Wokół pełno nudzących się, chorych, bardziej chorych i strasznie chorych dzieci. Iga nieswoja, cicha i nieśmiała nagle. Wchrzania czekoladowe flipsy (bo normalnie mnie zwija w środku, jak ma iść na to badanie i staram się jej generalnie życie umilić). No więc częstuje chłopca, który obok gra w jakąś grę sam ze sobą.
 - Jak masz na imię?
 - Iga.
 - Ja jestem Bartek. Pożyczyć ci gry?
 - Nie, dziękuję, nie chcę – i wraca na swoje miejsce i siedzi. Cicho.
No, nienormalne. Zagaduję:
 - A czemu nie chciałaś zagrać z chłopcem?
 - A, nie wiem.
 - No, ale czemu?
 - Na ucho ci powiem, dobra?
Nadstawiam zatem ucho:
 - Bo ja już mam jednego Bartka. W przedszkolu. I muszę pozostać mu wierna.

Mamrocze coś pod nosem. Nie słyszę co. Mamrocze znowu. Dociera do mnie jedno słowo, ale nie jestem pewna.
 - Co ty mówisz, Iguś?
……………………
 - No przecież słyszałam, że coś mówisz, powtórz.
 - Nie mogę.
 - Dlaczego?
 - Bo to jest straszne zdanie.
 
Może głuchnę?
 - No nie bądź taka, powiedz.
 - Nie mogę. To jest straszne zdanie i nie mogę powtarzać.
 - Ale słyszałam i tak (ściema). Powtórz…
 - Nie
 - Łojezu. No to nie.
 - No to ci powiem
 - No to słucham (ha ha ha)
 - Sraczka.
 - „Sraczka” to nie jest zdanie.
 - Nie jedz, bo sraczki dostaniesz….
 - A kto ci tak powiedział? Pani w przedszkolu?
 - Nie, ciotka Agata.
…………………………………………….
 - Ciotka Agata powiedziała: „Nie jedz śniegu, bo sraczki dostaniesz”.

Słusznie.


  • RSS