To ostatnia tego typu notka. Wszak blog ten służy czemuś innemu – nie konkursowi, nie lansowaniu się, reklamowaniu, a zapisywaniu tego, co tak naprawdę wszyscy chcielibyśmy pamiętać. Bo kto nie chciałby przeczytać swoich tekstów z dzieciństwa? My byśmy chcieli.
Prawdopodobnie jest przecież tak, że każdy z nas rzucał w pewnym momencie hasłami igopodobnymi (pisanie w komentarzach, że Iga jest pod tym względem wyjątkowa może więc mijać się z prawdą*; nie piszemy tu przecież o jej histeriach, fochach i niegrzecznościach, o tym, że bywa strasznym samolubem, a jej ulubiony kolor to, póki co, różowy – piszemy o tym, o czym pamiętać chcemy).
A nasze zwroty, nasze wypowiedzi z dzieciństwa? Też na pewno były. Tylko w większości nikt tego już nie pamięta. Albo pamięta kilka. No, nie jest tak?

Do rzeczy jednak:
Tak się złożyło, że dzięki Waszym głosom blog wszedł do III etapu konkursu. Niespodziewanie (nie ma w tym słowie krzty kokieterii i ściemniania!). Wszystkim, którzy oddali głos, albo i nie oddali, ale po prostu myślą o nas dobrze, dziękujemy. Serdecznie i bez udawania.
To naprawdę wielkie zaskoczenie. Zgłosiliśmy, bo był taki konkurs, a potem się nagle rozbuchało i jest jak jest. A jest fajnie. Bardzo.
Co się stanie dalej, naprawdę większego znaczenia nie ma. Bo nie chodzi o laptopy, wycieczki, etc. To wsparcie i fakt, że ktoś tu zagląda… to jest nagroda. I kiedyś za lat kilka(naście), jak Igieła sobie to wszystko przeczyta, to prawdopodobnie bardzo się ucieszy.
Pewnie jeszcze bardziej niż my teraz.

Jest fajnie. Dzięki Wam.

I tyle na ten temat. Następne notki będą się odnosiły już do głównej bohaterki. Dopóki się nie zestarzeje….

*choć dla nas, oczywiście, taka jest