igielit

W roli głównej – Iga (rocznik 2006)

Wpisy z okresu: 12.2009

 Raczej było to nieświadome. Nie przypisuję Idze jakichś nadprzeciętnych i wybitnych zdolności intelektualnych. Geniuszu. Ale równocześnie było tak piękne i mądre (dla mnie przynajmniej), że nastąpiło zaniemówienie.

 Bawimy się lalkami. Iga zaczyna:
 - Cześć.
 - Cześć.
 - Jak masz na imię?
 - Zen. A ty?
 - Pocahontas.
 - Ładnie. Jesteś Indianką?
 - Nie… Po prostu człowiekiem.

Marudna trochę, przekorna, jęczliwa. Dwa dni świąt, tułania po rodzinie. No i trochę podziębiona. Więc usypianie trwa dwa razy dłużej. Antoni zapadł w niebyt na kanapie, usiłuję przebrnąć przez Piotrusia Pana w jakimś dziwnym tłumaczeniu, ale przerywa mi co chwilę. Pytania. Niełatwe.
 - A po co nam kręgosłup?
 - Żebyśmy mogli chodzić prosto.
 - A po co nam włosy?
 - Żeby nam nie było zimno w głowę
 - A czemu mamy paznokcie?
 - Żeby się nie kaleczyć w palce.
 - Acha. A po co nam kolczyki.
 - …Żeby ładnie wyglądać.
 - No tak. A czemu nosisz okulary?
 - Żeby lepiej widzieć.
 
…………………..
 - A po co nam frisbi?

EEEEEEEEEEEEEEEEEEEE

 Wśród gości nad stołem pada pytanie (Iga w tym czasie coś tam – tradycyjnie – rysuje):
 - A Iga jest jaki jest znak zodiaku?
 - Konik polny – pada znad rysunku.

 Siedzi w swoim pokoju. Znaczy – bawi się. Lalkami. I śpiewa im taką piosenkę:
 - Santa Klaus, Santa Klaus, Santa Klaus coming SÓL!

Ojciec snuje się po domu, cierpiąc na stan, któremu sam sobie jest winien. Lekko przymulony, łazi w majtach i skarpetach i ględzi. Generalnie chciałby przepraszać, ale nie wie, jak to zrobić, żeby nie było ewidentne. Więc mendzi, mendzi, mendzi.
Iga rysuje, matka karmi Antka. Ojciec w końcu zbiera siły i decyduje się na wyjście z psem. Patrzymy na siebie z córką i chichramy się w duchu… Ojciec opuszcza przedpokój.
Iga, posyłając matce szczerbawy uśmieszek:
 - Straszny ten nasz ojciec, nie?

…czasami…

Rozmowy poranne.
 - Mamo? A kto ci się bardziej podoba? Śnieżka czy Bella?
 - Nie wiem. Chyba obie.
 - Obie nie mogą. Musisz wybrać jedną.
 - Dobra. To Śnieżka chyba. Chociaż nie lubię, jak śpiewa.
 - A ja lubię. Ale JA śpiewam najładniej.
 - Tak, oczywiście (ostatnio WSZYSTKO robi najlepiej).
 - A która….  (i takich wyborów dokonujemy przez pół godziny).

 - Słuchaj, Iga, to w sumie są głupie pytania. Wszystkie księżniczki są ładne i każda robi coś fajnego i dobrego. To tak samo, jakbym zapytała, kto Ci się bardziej podoba: ja czy ciotka Agata?
Odpowiedź jest natychmiastowa:
 - Ciotka Agata.
 - Dlaczego? – pytam w sumie jednak lekko zawiedziona.

 - Bo ma takiego pięknego Zatona – rzekła, nabożnie składając ręce i przymykając z zachwytem oczy.

 - Zimno mi jest.
 - Ale w co?
 - W skórę.

 Jemy obiad. Zupę konkretnie. Jeszcze konkretniej – żurek.
 - A Kuba… -  i je.
 - …
 - A Kuba… – i je.
 - …
 - A Kuba Jakiśtam ostatnio się w przedszkolu zerzygał -  i je. A świat się kręci.

Drze się na cały regulator:
- KU-KUŁ-KA!!!! KU-KUŁ-KA!!!! nasza zima zła!

gdyż nie dosłyszała, co podśpiewuję nad garami w kuchni…..

Przepych

Brak komentarzy

 Siedzi u ojca na kolanach. Nagle spostrzega grdykę, Adama jabłko. No to łapie zań:
 - Mamo! Patrz! Tacie się chyba jedzenie nie zmieściło i mu tak wystaje!


  • RSS