Władca Tajemnicy przedszkola nie zdradza generalnie, jak spędza tam czas, co robi i czego się uczy. A wiemy, że uczy się angielskiego na przykład (w końcu rachunki płacimy). Od czasu do czasu, w szale zapomnienia, wyrywa jej się jakieś tam „one, two, three” albo „good night”. Dowiedzieliśmy się też, że jak kogoś nie ma, to mówi się wtedy „apsik”.
No i jeszcze piosenka wieczorna. I wplecione „sit down, sit down”. I dalej dopytywania: „a co to znaczy?”, „a skąd to wiesz?” . Cisza.
No to na sposób:
- Ja powiem mamie „sit down”, a ona coś zrobi? Co zrobi?
Cisza.
Mattka zatem na komendę sadza tyłek na kanapę.
Cisza.
 
- Dobrze zrobiłam, Iguś? Tak się robi, kiedy ktoś mówi „sit down”?
 
- Yhy. Ale wiesz co? Ja umiem zrobić innego sitdałna! Patrz!
I z okrzykiem wykonuje pląs zakończony staniem na głowie i dotknięciem stopą czoła…..