igielit

W roli głównej – Iga (rocznik 2006)

Wpisy z okresu: 11.2009

Przesłanka: dziadek Andrzej spędza, delikatnie mówiąc, sporo czasu przed telewizorem.
Przesłanka druga: dziadek Andrzej ma na imię Andrzej.

 - Idziemy w niedzielę. Trzeba coś dziadkowi podarować.
 - Może papierosy?
 - E, nie… Może coś innego? Hm? Może mu coś narysujesz?
 - Ale ja nie umiem rysować fotela…

 - Iga? A ty wiesz kim jest ten Chudy? (główny bohater „Toy story”)
 - Zabawką.
 - Ale jak ktoś ma taki kapekusz, takie spodnie, kamizelkę…
 - Wiem, wiem. Ciotka Agata mi powiedziała!
 - No to kto?
 - KOTBOJ!

W kuchni upadła matce łyżeczka. Drugi albo trzeci raz. Niskie ciśnienie i drapanie w gardle.
- O rany, rany- mruczy i kuca, żeby wyjąć ją spod szafki.
- Jestem niepokonany- dolatuje zza rogu.
Iga ukazuje się  w odrzwiach i  oświadcza bez cienia uśmiechu:
- Hip hop. I nie zmienia się nic.

Łyżeczka ląduje na podłodze po raz czwarty.

Szybko to się stało bardzo. LUU wygrywa!
Chodziło o „pobudkę”!
W sumie, jak się zastanowić, to jest logiczna bardzo konstrukcja.
Pozdrawiamy i ogłaszamy zwycięstwo, głosząc równocześnie chwałę LUU!

Chodzi i muli. Że chce od Mikołaja i w ogóle „Kopciuszka z koniem”. I najlepiej do tego jeszcze inne różowe i potworne (z brokatem i całym tym badziewiem) inne księżniczki chętnie przyjmie. To się tłumaczy, że to dziadostwo, że badziewie, a poza tym, nie stać nas i jak kiedyś sobie zarobi, to sobie wtedy kupi. No więc jest decyzja, że zarobi, pójdzie do sklepu i właśnie, że kupi.
Na pytanie Oli, w jaki sposób zarobi, rzuca od niechcenia:
 - No, pożyczysz mi przecież, nie?

 Ola przeczytała gazetę jakoś tak przy okazji śniadania i ze sporym rozczarowaniem pyta:
 - To wszystko? Nic tu nie było więcej? Tak mało tylko?
 Iga:
 - Możesz sobie przeczytać jeszcze raz.

Zagadka jest skierowana do wszystkich, którzy czasem tu zaglądają (wiemy skądinąd, że tacy istnieją).

Zagadka brzmi:
Co oznacza słowo „KOGUTKA”, które to padła dziś z Igiełowych ust.

Nagrody tym razem nie przewiduje się; odpowiedź, owszem, jest nam znana….

  – Znam jeszcze jedną piosenkę o kotku i płotku
 
- Tak? A możesz zaśpiewac?
 
- Jutro ci zaśpiewam. Może
 
- Dlaczego dopiero jutro?
 
- Zmęczyła mi się buzia.

Władca Tajemnicy przedszkola nie zdradza generalnie, jak spędza tam czas, co robi i czego się uczy. A wiemy, że uczy się angielskiego na przykład (w końcu rachunki płacimy). Od czasu do czasu, w szale zapomnienia, wyrywa jej się jakieś tam „one, two, three” albo „good night”. Dowiedzieliśmy się też, że jak kogoś nie ma, to mówi się wtedy „apsik”.
No i jeszcze piosenka wieczorna. I wplecione „sit down, sit down”. I dalej dopytywania: „a co to znaczy?”, „a skąd to wiesz?” . Cisza.
No to na sposób:
- Ja powiem mamie „sit down”, a ona coś zrobi? Co zrobi?
Cisza.
Mattka zatem na komendę sadza tyłek na kanapę.
Cisza.
 
- Dobrze zrobiłam, Iguś? Tak się robi, kiedy ktoś mówi „sit down”?
 
- Yhy. Ale wiesz co? Ja umiem zrobić innego sitdałna! Patrz!
I z okrzykiem wykonuje pląs zakończony staniem na głowie i dotknięciem stopą czoła…..

Po przytulaniu, kołysaniu, zażyciu witamin, syropów i tranu, głaskaniu i myzianiu, opowieści o Aladynie (historie z cyklu:”a tam stał pałac. a w nim sto pokoi. i każdy miał inny kolor. biały pokój, czerwony, żółty… ” i tak do stu kolorów), policzeniu much, historii, za co się przebierze na bal do przedszkola (co najmniej za 3 miesiące), wymyśla nowy powód, żeby nie spać:
- MAMO. BĘDĘ RZYGAC.
Udajemy się zatem szybkim krokiem do łazienki. I pokazując paluchy, oświadcza z dumą:
- To już będą CZTERY rzygania!!!!

Oczywiście żadne rzyganie się nie odbyło, mimo iż instruowała mnie z głową nad muszlą:
- To jest tak, że chwilę trzeba poczekać, wiesz?

Fakt – niestrawności/grypy żołądkowe do tej pory zaliczyliśmy trzy.


  • RSS